Właściwa postawa człowieka duchowego wobec społeczeństwa i nowoczesnej techniki
Autoren: D. Harald Alke, Tobias O. R. Alke
Stanowisko, nie leksykon. Dojrzała podwójna perspektywa D. Haralda Alke i Tobiasa Alke. Wiedza w tle: hasła w leksykonie Ki (w zen) oraz Strach i lęk.
Wycofać się czy współkształtować?
W ostatnim czasie mieliśmy kilka dyskusji z różnymi ludźmi, którzy oburzają się na „nowoczesne bolączki”. Obciążenia promieniowaniem przez coraz liczniejsze systemy satelitarne i sieciowe, możliwości podsłuchu, publiczny monitoring itd. Dla niektórych duchowo nastawionych ludzi wynika z tego wniosek, by „opuścić” społeczeństwo, wyjechać na wieś, żyć z jak najmniejszą ilością techniki itd.
Kolejny aspekt, który wciąż powraca, to wzburzenie z powodu strasznych wydarzeń, takich jak wojny i zbrodnie. Oczywiście to straszne rzeczy, że „ludzie robią coś takiego”, względnie że pewne kręgi całkiem systematycznie zarabiają na tych zbrodniach pieniądze, manipulują wielką polityką itd. Rzuca się tylko w oczy, że właśnie nasi rozmówcy nie mają żadnych osobistych kontaktów z tymi strasznymi wydarzeniami – dzięki Bogu! Kto jest na drodze duchowej, próbuje nie tylko poprawiać samego siebie – chce też pomagać innym, najchętniej „zniósłby zło”. To bardzo zrozumiałe, sam tak miałem przez wiele lat, aż wreszcie byłem gotów w spokoju pozwolić wszystkiemu na siebie oddziałać.
Rozumiem to wszystko bardzo dobrze i sam dawniej miałem podobne przemyślenia. W wieku 29 lat zacząłem kundalini jogę, a w wieku 30 lat postanowiłem wyjechać na wieś. Chciałem wychować dzieci w naturze, na gospodarstwie ekologicznym, w dużej mierze samowystarczalnie, z jak najmniejszą ilością techniki i pieniędzy. Zrealizowałem to przez około 8 lat (łącznie 10 lat we Francji). Większość produkowaliśmy sami, a jedynym dochodem był nasz zasiłek rodzinny. Kto odwiedzał moje gospodarstwo, miał trening, nocleg i wyżywienie całkowicie za darmo, jeśli się dało – w zamian za odrobinę pomocy podczas pobytu. 8 lat „służby ludziom” bez niczego w zamian!
Stopniowo zdobywałem nowe wglądy, a najważniejszy był dla mnie może następujący punkt zwrotny: we Francji moglibyśmy wychowywać dzieci sami w domu, ale nie chciałem ich całkowicie izolować od rówieśników, a alternatywa – francuska wiejska szkoła z 15 dziećmi, a później autorytarnie, pseudoliberalnie prowadzone szkoły średnie – też nie wydawała się alternatywą.
Do tego doszło, że choć miałem wielu okazjonalnych gości, uczestników seminariów i wielkomiejskich „poszukiwaczy” na letnich wakacjach, to niemal wszyscy pochodzili z DE, CH, NL, a więc z daleka. Tak więc w 1985 roku postanowiłem zamknąć Braquet, posłać moją trójkę dzieci do „normalnych” niemieckich szkół, gdzie musiały się przebijać, a moich seminariów nie oferować już całkowicie za darmo, lecz za normalne honoraria, jak terapeuci itp. Myślę, że to było słuszne.
Teraz nadchodzi punkt decydujący:
My wszyscy, łącznie z naszą techniką i łącznie ze wszystkimi społecznymi brakami, jesteśmy częścią wielkiej natury. I po prostu wszystko, co istnieje, łącznie ze skałą czy materiałem radioaktywnym, czy naszym własnym śmieciem – wszystko żyje i jest częścią boskiej świadomości. Wszechświat jako całość JEST BOGIEM! A my, jako małe jego części, gdzieś się usytuowaliśmy. Tu, na Ziemi, ustawiamy się gdzieś, gdzie nasz duch – w następstwie warunków otoczenia – może zdobyć określone doświadczenia. Tu możemy się czegoś douczyć, co posuwa naprzód nasz rozwój duchowy, np. przepracować naszą karmę, którą sami spowodowaliśmy!
A jeśli wszystko, co istnieje, jest Bogiem, to powinniśmy być bardzo ostrożni z krytyką. Bóg nie zna bezsensu. Wszystko ma sens, trzeba go tylko rozpoznać! I nie ma sensu osobiście oburzać się na wydarzenia, które wcale nas osobiście nie dotyczą, względnie walczyć z wydarzeniami, na które z naszej pozycji wcale nie mamy wpływu.
Przykład na to:
Z punktu widzenia reinkarnacji trudne sytuacje życiowe i relacje mogą mieć głębsze korzenie sięgające kilku wcieleń – ludzie spotykają się, by coś przepracować. Przy niektórych z moich regresji taki związek dochodził do głosu. To wyraźnie nie jest sąd o innych i nie powód, by się nad kogoś wywyższać – przeciwnie, skłania do współczucia i powściągliwości w ocenie. Wiele z tego, co pochopnie oceniamy jako „straszne”, odsłania się dopiero w większym kontekście.
Zasadniczo inaczej robi się jednak, gdy dzięki pozytywnej strategii dosięgamy kilku ludzi, gdy nasze pozytywne myśli się powielają, a ta pozytywna energia zaczyna działać. To może prowadzić do nadrzędnych zmian, o których sam wcześniej wcale porządnie nie pomyślałeś. To właśnie jest magia, szamanizm, efekt motyla, duchowość!
Właściwie całe życie z powodzeniem pracowałem jako doradca życiowy dla innych, na różne sposoby. Jak mówię, z dużym powodzeniem. Wynikało to jednak stąd, że przychodzili do mnie ludzie, którzy naprawdę chcieli pomocy. To znaczy, w ich planie życiowym było przewidziane, że szukają drogi ze swoich trudności i również ją znajdują. Można powiedzieć, że miałem szczęście! U mnie tak właśnie było przewidziane. Inni terapeuci mają mniej szczęścia. Przychodzą do nich klienci, którzy narzekają, ale właściwie wcale nie chcą stać się zdrowi i pełni powodzenia! Choćby doradca nie wiem jak się starał, rady nic nie dają. Ale mówiąc w zaufaniu, ci terapeuci też są tylko znudzeni i pozwalają wszystkiemu przejść nad sobą. Grają po prostu spowiednika. Ujmując całkiem ogólnie: właściwi ludzie już się spotkają. Tak jest przewidziane w ich życiu, w naszym życiu.
To był też ten punkt zwrotny, w którym Horus podarował mi piramidy energetyczne. Jeśli przychodził ktoś, komu wyraźnie nie mogłem pomóc, kto też nie chciał albo nie mógł robić energytreningu – ten mógł teraz kupić sobie piramidę energetyczną i w całkiem łagodny sposób poprawić energię w swoim otoczeniu, by w ten sposób otrzymać nowe impulsy do lepszego życia.
Punkt decydujący oznacza więc, że wszystko jakoś ma swoje prawo do istnienia i że każda istota żywa sama decyduje, w jakie życie się rodzi. Nikt nie jest przymusowo ani przypadkowo urodzony w dobre albo złe życie! Nie ma mocy, która karałaby nas z góry, ale być może sami w poprzednim życiu wyrządziliśmy szkodę, co spowodowało karmę, i to musimy przepracować. Nasze anioły stróże przy każdym nowym wcieleniu czuwają, byśmy przestrzegali reguł wynikających z naszej starej karmy.
Każdy ze swojego punktu widzenia ma rzeczy, które uważa za całkiem straszne, albo które uważa za całkiem wspaniałe. Czy to potem z poszerzonej perspektywy jest naprawdę straszne czy wspaniałe – niech pozostanie otwarte. To migawki, wglądy mogą się wkrótce znów zmienić, bo nastąpią całkiem nowe, wcześniej nieoczekiwane wydarzenia. Mógłbym o tym napisać całą książkę.
Przez 20 lat robiłem wiele regresji, a to, co odsłoniło się tam w postaci wiarygodnych przyczyn i powiązań, to duży wycinek z „prawdziwego życia”. Okresy, w których rozwijamy naszego ducha i nasze plany na Ziemi, nie przebiegają tylko przez jedno życie, lecz przez stulecia, przez kilka wcieleń (zob. też niektóre utwory Enigmy). Goethe powiedział o tym: „Dopiero ten jest wart, by nazwać go człowiekiem, kto ogarnia 30 swoich żywotów!”
Byłem dawniej aktywny w środowisku lewicowym, tak od 1969 do 1974 roku. Dużo mi to dało. Dobrowolne zaangażowanie społeczne i polityczne w wieku około 25 lat było ważnym procesem uczenia się, ale znaczenie społeczne było bardzo niewielkie. To była po prostu ważna faza rozwoju dla mnie i paru rozbudzonych przyjaciół i towarzyszy. To była część naszej społecznej edukacji. I choć bezpośrednio niewiele było widać, długofalowo przyczyniliśmy się jednak do pewnych społecznych zmian.
Duchowa droga kundalini jogi, studium ezoteryki, rozwijanie mojej duchowej świadomości od 1976 roku były w każdym razie znacznie skuteczniejsze i głębsze dla wszystkich zaangażowanych, dla wszystkich ludzi, z którymi miałem intensywniejszy kontakt. Tak widziane, chciałbym powiedzieć, że dla mnie duchowa droga bezwzględnie była i jest tą właściwą. A efekty, które potrafimy wywołać, dalece przewyższają wyobraźnię myślicieli rozumowych. I z piramidami energetycznymi Horusa udało mi się w 1990 roku, po 14 latach intensywnych starań, wielkie osiągnięcie, które naprawdę zmieniło świat i wciąż to robi! A po pierwszym ćwierćwieczu wciąż jeszcze jesteśmy na początku! Świetnie.
Jak podchodzimy do nowoczesnej techniki?
Długo rozmyślałem, jak powinniśmy odnosić się do nowoczesnej techniki, do tego problemu szpiegowania, obciążenia promieniowaniem itd. Otóż, krótko mówiąc, uważam pogląd mojego syna Tobiasa za słuszny – by uczestniczyć na najnowocześniejszym poziomie techniki. Jego smartfon jest rozszerzoną „maszyną do pisania”, wszechstronnym urządzeniem komunikacyjnym. Tego, co duchowo naprawdę ważne, wcale się nim nie da uchwycić. A jeśli ktoś nas podsłuchuje, z naszym rodzajem tekstów niewiele może zdziałać. Oni szukają czegoś innego. Jesteśmy może uciążliwi dla pewnych ludzi (przemysł farmaceutyczny, kościoły, środowisko lekarskie), ale nie jesteśmy prawdziwymi „szkodnikami systemu”. Przeciwnie – choć nasi krytycy o tym nie wiedzą, bardzo wiele wnosimy do stabilizacji społeczeństwa. Przez „my” mam na myśli całe środowisko „alternatywne”!
A ponieważ jestem jasnowidzący, mogę bardzo dobrze postrzegać, że zwłaszcza Tobias i wielu młodych ludzi bardzo dobrze przystosowuje się do obciążenia promieniowaniem, do swoich smartfonów itd. To wielokrotnie potwierdził mi też Horus. Kto się nie opiera, może się przystosować. Powiedziałbym, że to uciążliwe (obciążenie), ale możemy nauczyć się z tym żyć, a nasze piramidy energetyczne pomagają nam neutralizować te zakłócenia, bo po prostu wibrujemy wyżej! Nasze piramidy energetyczne Horusa są naprawdę instrumentami duchowymi. W łagodny i zdecydowany sposób wspierają nasz rozwój duchowy. Nieodparcie.
Co możemy zrobić, to przekazywać innym ludziom duchowe myśli i metody treningowe. A co koniecznie powinniśmy zrobić, to odbierać im lęk, a nie dodawać nowych lęków ani budzić na nowo starych. W środowisku ezoterycznym i alternatywnym regularnie krążą historie lękowe, które sieją więcej niepokoju niż jasności. Takie scenariusze lęku przede wszystkim przeszkadzają ludziom w medytacji i w pozytywnym kształtowaniu życia. Kto się boi, jest związany, a nie wolny. Kto się boi, nie dochodzi wewnętrznie do spokoju! O to właśnie chodzi, byśmy rozwinęli wewnętrzny spokój i ufność, z którymi w każdych okolicznościach dobrze się żyje! Już 1% duchowych medytujących wystarczy, by tłumić negatywne wynaturzenia społeczeństwa.
Najpierw sami musimy rozwinąć stabilność, wolną od lęku, by potem przekazać ją innym. A jeśli nam się to uda, także w naszym otoczeniu zrobi się przyjaźniej i spokojniej. To zatacza kręgi, a energia w naszym obszarze wpływu ustala się na wysokim, pozytywnym poziomie. Im bardziej dajemy się zastraszyć, tym trudniej i mroczniej się robi. I im bardziej dajemy się złapać na historie lękowe, jak problem telefonu (promieniowanie + inwigilacja), tym gorzej nam się wiedzie. Jeśli np. na targach albo na seminarium dasz się wciągnąć w negatywne rozmowy o złej energii, będziesz mieć mniejszy sukces z tym dobrem, które chcesz przekazać. Każda emocjonalna debata o negatywnej polityce i społecznych brakach trwoni energię!
O tyle powinieneś kiedyś sprawdzić, jak bardzo jesteś już hamowany przez swoje obawy. Może się okazać, że twoje własne engramy chcą zapobiec twoim wielkim sukcesom. Może być również tak, że pewne negatywne siły uczepiły się ciebie, by zapobiec temu, byś wybił się w górę! Ilekroć człowiek wkracza na drogę duchową, uaktywniają się negatywne siły, które chcą stłumić jego otwarcie ku światłu. To są próby, czy myślisz poważnie. Takie zakłócenia musimy pokonać!
Tu jeszcze raz stara maksyma ode mnie:
Gdy kosmiczna moc (Bóg, kosmiczna świadomość) stawia nas przed próbą, daje nam też siłę, by tej próbie sprostać! Próba, której nie da się rozwiązać, nie ma sensu. A wszechświat, względnie Bóg, nie zna bezsensu, żadnych bezużytecznych zadań i prób.
30 lat temu przytoczyłem już przypowieść o lotosie:
Ziarna lotosu muszą najpierw trafić w gnijący muł głębiny, którym się żywią, by stamtąd wypuścić pierwszy długi pęd aż do powierzchni wody, często przez wiele metrów, by potem, z mocą słońca, rozwinąć swoje ogromne liście i cudowne, wielkie kwiaty.
To, moja duszo, niech będzie twoją przypowieścią!
W tym duchu: zwróć się ku światłu, czyń dobro, nie krzywdź nikogo (także siebie samego!), żyj szczęśliwie, świadomie i w dostatku!
Serdeczne pozdrowienia, Harald
dla przypomnienia:
Nowe 4 przykazania
Czystość duszy jest 1. przykazaniem
Miłość bliźniego jest 2. przykazaniem
Łaska dla złego jest 3. przykazaniem
Prawość na ziemi i w niebie jest 4. przykazaniem
Odebrane 26.1.1991 o 6.50.
Prawo Uniwersalne
- Wszystko zawiera się we Wszystkim
- Wszystko odbija się we Wszystkim
- Wszystko jest stworzone ze Światła
Tekst w przekazie Horusa, 23.06.91, 13.30.
Komentarz Tobiasa
Odrzucanie smartfonów, sieci społecznościowych i innych rozwiązań technicznych nie jest niczym nowym i wcale nie ogranicza się do środowiska ezoterycznego czy ogólnie alternatywnego. Istnieją środowiska, które świadomie tworzą sobie takie zasady, by żyć jako outsiderzy, w proteście przeciw wielkim procesom rozwoju.
Nieustanne rozszerzanie się rozwiązań technologicznych na coraz więcej obszarów naszego życia trudno przeoczyć i nie da się go zaprzeczyć. Dla wielu ludzi to za dużo i bronią się przed tym rękami i nogami. Część tych protestów przyczynia się do ulepszenia takich technologii, by zwiększyć ich akceptację w społeczeństwie. Inne są po prostu niewiedzą albo próbą obrony przed rozwojem, który w tej lub podobnej formie i tak się przyjmie, czy się mu przeciwstawimy, czy nie.
Jedyna różnica jest taka, że w proteście przeciw średnioterminowo przesądzonemu rozwojowi trwoni się jedynie energię i marnuje możliwości, by naprawdę coś poruszyć. Kto przez całe życie stara się nie dopuścić do korzystania ze smartfona, przede wszystkim izoluje się od tego medium komunikacji. Niemal każdy młody człowiek ma dziś takie urządzenie, media społecznościowe i systemy informacyjne są dziś coraz bardziej na nie nastawione i właściwie nie da się już smartfonów ominąć, jeśli nie chce się stracić kontaktu z nowymi trendami międzyludzkiej wymiany. Można się teraz spierać, czy to naprawdę jest międzyludzkie, czy nie, gdy między mną a moim rozmówcą leży mały migoczący ekran albo mikrofon przekazuje cyfrowe sygnały, które na drugim końcu znów są zamieniane w fale akustyczne. Telepatia działa też bez bezpośredniego kontaktu. Bliźnięta potrafią wyczuć stan emocjonalny drugiego, nawet jeśli znajduje się on na drugim końcu świata. Tak widziane, nowoczesna technika jest próbą wyrównania tej utraty zdolności postrzegania i wczuwania się, którą tu utraciliśmy przez inkwizycję i ogólnie przez dogmatyzm religijny.
Także tradycyjne drukarstwo broniło się przed wprowadzeniem mikrokomputera – o zgrozo, każdy zwykły obywatel może sobie w domu sam drukować swoje teksty za znośną cenę. Cech, dogmat o wielkim wpływie, tracił grunt i bronił się z całą mocą przed tym diabelskim dziełem. Diabelskim dziełem, które przyniosło jedynie warunek pewnego społecznego rozwoju – większej niezależności od drukarni, które decydowały o dostępie do rynku książki i teraz stanęły wobec faktu, że przestały być potrzebne i muszą się dalej rozwijać, jeśli chcą utrzymać kontakt ze społeczeństwem. O nic innego nie chodzi w przypadku smartfona. Owszem, przez smartfon można być monitorowanym, a nawet podsłuchiwanym.
Tylko że to wszystko dzieje się też bez posiadania smartfona i jest długą tradycją we wszystkich epokach naszej historii kulturowej, czy to w starożytnym Rzymie, około 1000 lat przed Chrystusem, w średniowieczu, czy dziś. Dziś niemal wszystkie środki komunikacji publicznej są monitorowane wideo, instytucje publiczne (także części mojego uniwersytetu w Heidelbergu),
publiczne ulice, supermarkety, sklepy z elektroniką, autostrady, … itd.
Ale ostatecznie nikt nie może nam naprawdę zajrzeć do głowy, a nasze myśli zawsze będą należeć do nas samych; nasz eter minionych doświadczeń i czasów wymyka się każdej materialistycznie zorientowanej technologii. Owszem, ogólna nauka chce wręcz zaprzeczyć jego istnieniu, nawet jeśli koledzy z ich własnych szeregów, w tym wielu ojców założycieli ich dyscyplin, częściowo od stuleci twierdzą coś przeciwnego.
Tylko ludzie zorientowani materialistycznie są standaryzowalni i tym samym definitywnie przewidywalni. Duchowi albo tacy, którzy zaczynają poruszać się tą drogą, zawsze mają możliwości kroczenia innymi ścieżkami i mogą wyłamać się z biurokratycznych rastrów lękliwych dogmatyków, nawet jeśli posługują się narzędziami mas. Jestem socjologiem, wyszkolonym w analizie i kategoryzacji społeczeństwa, jego grup marginalnych i jego rdzenia, masy ludu. Moim zadaniem było i w pewnym sensie wciąż jest klasyfikowanie ludzi – tyle że naruszam panujący cech i posługuję się informacjami i wglądami spoza socjologii, by przybliżyć obraz z powrotem do natury. To wcale nie wyklucza postępu technologicznego. Nawet mój ojciec Harald pisze o tym na pierwszej stronie broszury towarzyszącej piramidom energetycznym Horusa!
Decyduje nie technika, lecz to, kto i jak jej używa.
Można używać noża jako narzędzia do przygotowania jedzenia, zdobycia pożywienia, ewentualnie do obrony – albo można nim bezmyślnie szkodzić innym i sobie. Nóż nie ponosi za żadną z tych dwóch form zastosowania odpowiedzialności ani żadnej współwiny. Wykuty został
przez człowieka, a nie przez złe czy dobre siły. W pierwszej kolejności służył celowi ułatwienia pracy.
Czy człowiek dlatego stracił kontakt z samym sobą, a tym bardziej ludzkość jako całość w każdym zakątku jej odmian i różnorodności? Zawsze będą istnieć różne stopnie rozwoju w ludzkości jako całym społeczeństwie – już choćby z powodu różnego dostępu do wiedzy, rozwoju kulturowego i faktu, że nie rodzimy się jako dorośli. Tak widziane, technologia może nam wręcz stworzyć bardzo wiele przestrzeni dla rozwoju duchowego. W formie smartfona czy dziś powszechnie rozpowszechnionych technologii wcale nie jest duchowa, może jednak służyć rozpowszechnianiu duchowej wiedzy albo odciążać nas w pracy – o ile nie damy sobie wmówić czegoś innego przez lęki, obawy i dezinformacje niewiedzących lub złych ludzi.
Przykładu na to dostarczają trzy największe koncerny IT. Google, wszechobecny „dostawca” tak tanich smartfonów, oferuje przecież tylko około 1,5–2 lat serwisu bezpieczeństwa oprogramowania i tym samym jest bardziej niż inni zależny od nieustannej i masowej konsumpcji nowych smartfonów przez nas, użytkowników. Microsoft, ociężały i biurokratyczny gigant, który coraz bardziej tracił grunt i wpisuje rynek gier jako nowy główny cel na swój serwis Xbox Live, próbuje zdobyć grunt bardzo tanimi, lecz słabo zaopatrzonymi w programy smartfonami i wiąże wsparcie z okresem życia swojego nowego Windows 10 – 5 lat, obecnie do 2020. Apple wytwarza wszystko we własnym zakresie, nie robi tajemnicy z zysku ze swojego biznesu sprzętowego i popularnych usług jak iTunes i dostarcza chyba najdłuższy serwis dla swoich urządzeń – prawie 8 lat, a jako jedyny bez abonamentów na zastosowania biurowe i systemowe, z pokaźną liczbą aplikacji. Przynajmniej taka jest obecna sytuacja, która wciąż może się wahać i przesuwać, zależnie od tego, czyje interesy są realizowane i jak rozwijają się społeczeństwo oraz znajdujące się w nim firmy i ludzie. Każdy musi sam zdecydować, co jest dla niego właściwe. Kto chce utrzymać kontakt z ogólnym społeczeństwem, w niemal żadnym obszarze życia nie ominie jednego z tych dostawców. Dlatego technologia jako taka nie jest niczym złym. Także piramidy energetyczne są formą technologii, wprawdzie bliższą naturze i z dostępem do kosmicznej świadomości. A jednak w swojej precyzyjnie wykonanej formie są tworzone i dokładnie obrabiane także z pomocą całkiem nieduchowych technologii.
Dziś w najkrótszym czasie możemy zbudować piękny dom i mamy piękne miejsce do medytacji, nasz prywatny azyl. Też „cud technologii”.
A jeśli damy się wciągnąć w tę grę ogólnego protestu przeciw rozwojowi i zmianie – właśnie jako ludzie duchowi lub o duchowych skłonnościach – to wygrali ci biurokratyczni ludzie, którzy chcą nas odwieść właśnie od tej drogi. Jesteśmy sklasyfikowani jako alternatywni protestujący, wpisani w mierzalną liczbę i ujęci w wielkim korowodzie biurokracji.
Jeśli zdecydujemy przeciwnie, zachowamy wolność naszego ducha – a kto naprawdę chce być wolny, nie może tkwić w lękliwych protestach przeciw przesądzonym procesom rozwoju; może uchodzimy za „normalnego” obywatela, ale w duchu możemy iść, dokąd chcemy. Jedynie ogólne konsumpcyjne frazesy słabo się nas imają i stanowimy większe zagrożenie dla handlu detalicznego niż dla aparatu biurokratycznego, który próbuje tylko utrzymać sam siebie i tylko wtedy czuje się bezpieczny, gdy każdy kamień oznakuje i ujmie w rejestrze.
Można używać technologii jako środka ułatwienia komunikacji, ułatwienia pracy i skrócenia dróg komunikacji – albo można się jej przeciwstawić i dać się porządnie oznakować jako protestujący w biurokratycznym opisie liczbowo świadomych biurokratów. W żadnym z tych dwóch przypadków nie możemy się naprawdę uchylić od obecności tych technologii. Tylko w przypadku porozumienia się z nimi możemy sami wyciągnąć z nich korzyść i stworzyć sobie nowe przestrzenie dla naszego rozwoju duchowego.
W tym duchu życzę wszystkim czytelnikom i ludziom świadomego, beztroskiego życia oraz powodzenia w ich życiowych zadaniach, także w wielkiej społecznej całości z jej właściwościami i przemianami.
Serdeczne pozdrowienia,
Tobias Alke
Najczęstsze pytania
Czy ludzie duchowi powinni odrzucać nowoczesną technikę?
W ujęciu Haralda i Tobiasa Alke – nie: lękliwe wycofywanie się kosztuje przede wszystkim energię. Lepsze jest świadome, spokojne obchodzenie się z nią – technika to narzędzie, decyduje to, kto i jak jej używa.
Co znaczy „decyduje nie technika”?
Jak nóż, technika może służyć albo szkodzić – odpowiedzialność ponosi człowiek, nie narzędzie. Użyta właściwie, technika może nawet tworzyć przestrzeń dla rozwoju duchowego.
Kto napisał ten tekst?
D. Harald Alke (część główna) i jego syn Tobias Alke (komentarz z perspektywy socjologicznej) – dwa pokolenia, jedna wspólna postawa.