Korzenie nowoczesnej kultury duchowej i Graal
Autor: D. Harald Alke
Standpunkt zamiast leksykonu. Wyraźnie subiektywne, otwarte poszukiwanie śladów D. Haralda Alkego – historyczne daty splecione z osobistymi, duchowymi wykładniami. Nie twierdzenie o faktach. Wiedza podstawowa: hasło leksykonu religia. Pokrewne: Poszukiwanie świętego Graala 1990.
Cro-Magnon, neandertalczycy i Atlantyda
Korzenie nowoczesnej kultury duchowej Europy leżą w Langwedocji. Kto był kiedyś na urlopie na południu Francji, wie z pewnością, że region ten ma swój własny, szczególny urok, któremu mało kto potrafi się oprzeć. Tu stała kolebka naszego własnego rodzaju. Około 32 000 lat temu pojawili się tu smukli, wysocy ludzie z Cro-Magnon, na pozór znikąd. Naukowcy nie wiedzą, skąd przybyli. Spekuluje się, że przybyli przez Liban z Afryki, bo rzekomo „kolebka ludzkości” stoi w Afryce Południowej. Ale w Hiszpanii i na południu Francji znaleziono najstarsze kości Cro-Magnon, starsze niż to, co dotąd zdołano znaleźć na Bliskim Wschodzie. Odnotujmy najpierw, że i tak jest czystym zrządzeniem losu, jakie fragmenty gdzieś po tysiącach lat się znajdą!
Cro-Magnon zastąpili rzekomo prymitywniejszych neandertalczyków. Neandertalczyków do niedawna przedstawiano jako coś w rodzaju małpoludów. Dziś wiadomo, że nie tylko żyli w jaskiniach, lecz budowali całe wielkie wsie. Była to więc obca odmiana, której geny jednak przypuszczalnie wciąż w sobie nosimy. Neandertalczycy i Cro-Magnon żyli obok siebie przez wiele tysięcy lat i najwyraźniej byli zgodni. Mogli razem płodzić dzieci.
Rzeczywiście Cro-Magnon mieli więcej „kultury”. Lecz stracili prawie wszystko. Duchowi jasnowidze są zgodni co do tego, że nowy rodzaj przybył przez morze z Atlantydy, z archipelagu wysp, z którego dziś zostały już tylko szczyty gór, mianowicie Azory, Wyspy Zachodnioindyjskie i Wyspy Kanaryjskie. Zanim Atlantyda zatonęła, wielu Atlantów uciekło na kontynenty, do Afryki Północnej, Hiszpanii, Portugalii i Francji.
Jeśli chcesz przeczytać więcej o rozwoju kultury europejskiej, od Cro-Magnon, przez megalityczną kulturę Celtów, kulturowy rozkwit w średniowieczu pod książętami katarów, trubadurów i templariuszy, to przeczytaj moją książkę „Der Pyramidenmann” [Człowiek piramid]. Poświęciłem temu rozwojowi kulturowemu osobny rozdział.
Loarre, zamek królewski Aragonii, Hiszpania.
Cieszy mnie, że moja wielka instalacja piramid znalazła swoje miejsce akurat w tym bogatym w historię regionie, który wydał już tak wiele kulturowych okresów rozkwitu!
Katarzy i Montségur

Ostatnim i najważniejszym ośrodkiem katarów był zamek Montségur, dawniej słoneczna świątynia Belenusa. Zamek zdobyto w 1244 po 9 miesiącach oblężenia. 240 ludzi spalono żywcem na ogromnym stosie.
Także katarom, przy całej ich miłości do pokoju, przydarzył się błąd. Rozpowszechniali pogląd, że ten ziemski świat jest dziełem diabła. Brutalna i przewrotna sytuacja społeczna, w której przemoc i wyzysk były na porządku dziennym, nasuwała ten domysł. Straszliwe okrucieństwa krzyżowców dowiodły potem w praktyce, że katarzy w swoich obawach mieli rację.
Trubadurzy – śpiewający dziennikarze
Równolegle do religijnego ruchu katarów rozwinęła się kultura trubadurów. Trubadurzy również wywodzili się z tradycji celtyckiej. Podjęli następstwo bardów. Wędrowali po kraju, ujmowali ważne wydarzenia w wiersze i pieśni i rozpowszechniali te przesłania. Bardowie, skaldowie i trubadurzy byli czymś w rodzaju śpiewających dziennikarzy.
Montségur, święta góra katarów, w dawnym czasie słoneczna świątynia celtyckiego boga światła Belenusa.
Przesłania trubadurów zawierały nowiny świeckie i duchowe. Próbowano przekazywać dalej duchowe doświadczenia określonych ludzi w formie wierszy i pieśni. Próbowano ucywilizować ludzi.
Europejskim ośrodkiem trubadurów był zamek Puivert (Zielona Studnia), gdzie co roku latem odbywały się europejskie zjazdy i eliminacje wśród najlepszych śpiewaków. Tego zamku nie dało się właściwie bronić. Był raczej ośrodkiem handlu i kultury. Rządziła nim kobieta. Zdobyli go krzyżowcy, splądrowali, a wszystkich mieszkańców wymordowali, mężczyzn, kobiety i dzieci.
Jedynym zamkiem, który wówczas wspierał Montségur, był Roquefixade. Był to zamek prowadzony przez mężczyzn, którzy z dziką stanowczością zrzucali krzyżowców w dół zbocza, gdy ci próbowali szturmować zamek. Warto odwiedzić te dawne miejsca mocy, i to najlepiej poza sezonem!
Graal i Montsalvache

Rozstrzygające znaczenie miało w dziejach tego regionu poszukiwanie świętego Graala. Samo to jest obszerną historią, do której nawiążę w jednej z moich książek.
Horus 24.9.02: „Graal istnieje realnie. Jest rodzajem neutralnego centrum, które potrafi aktywować niewiarygodne ilości energii. Możesz nim dokonać wszystkiego. Graal służy ludziom i bogom. Jest ogniwem łączącym, kawałkiem historii, siłą, która wszystko porusza, a jednak nic nie czyni. Jego istnienie zmienia świat. … W górach znajdziesz to, czego szukasz, tam gdzie wszystko się zaczęło, długo przed początkiem czasów nowożytnych.” Więcej o tym w „Der Pyramidenmann”!
Pic Barthélemy latem i zimą, Jezioro Diabła (Teufelssee) przy Pic Barthélemy.
Przypuszczalnie Montségur to tajemniczy zamek Montsalvache z legendy. Próba zdobycia przez krzyżowców tego tajemniczego kielicha spełzła na niczym. W noc przed zdobyciem Montségur 4 młodych mężczyzn zjechało po linie ze stromej ściany i umknęło z Graalem leśnymi drogami do świętego masywu górskiego Pic Barthélemy, na obszar panowania króla Aragonii. Stamtąd przeniesiono Graala do tajemnego opactwa San Juan de la Peña w hiszpańskim Kraju Basków.
San Juan de la Peña, Hiszpania.
Templariusze i różokrzyżowcy
Choć z tym krajem obeszło się zło, to jednak duch wolności nie powinien nigdy całkiem zagasnąć. Po wyniszczeniu katarów powstał zakon templariuszy, który z kolei utrzymywał ważne placówki na południu Francji, budował coraz bliższe i przyjazne stosunki z Arabami, aż w końcu 300 lat później w ten sam sposób został wyniszczony przez Watykan i króla Francji jako „klub diabła”.
Równolegle do zakonu templariuszy powstał w XIII wieku pierwszy zakon różokrzyżowców, który również miał swój początek tam, na dole, w kraju boga światła Belenusa. Po pierwszym poszły kolejne nowe fundacje różokrzyżowców. Dziś wszystkie te różne zakony mają w Pirenejach francuskich swoje „zamki zakonne”.
Wyrzuceni z systemu, linie ley i wcześniejsze żywoty

W minionych 30 latach tysiące ludzi z krajów północnych znalazło tam, na dole, nową ojczyznę. Ziemia była tania, gleba często jałowa, wiele gospodarstw opuszczonych, a więc dokładnie to, co trzeba dla ludzi wypisujących się z systemu, którzy na marginesie społeczeństwa chcieliby na nowo odnaleźć siebie. Można było tam stosunkowo tanio kupić zamki, dwory, gospodarstwa i ziemię (do 1985). Tymczasem ziemia nie jest już bynajmniej tak tania, dzięki UE i dzięki wielkiemu popytowi ludzi zwłaszcza z Niemiec, Holandii, Anglii, Szwajcarii.
Szansa, by zacząć od nowa z zapuszczonym gospodarstwem, nie jest wcale łatwa. Większość tych, co się wypisali, w ciągu kilku lat rzuca ręcznik i wraca do miast. Mimo to można powiedzieć, że region ten stał się rodzajem placu zabaw do samopoznania dla uciekinierów przed cywilizacją.
W próbie robienia wszystkiego inaczej i lepiej wielu ludzi zyskuje cenne życiowe doświadczenia. Próba życia znów w małych wspólnotach rozbija się przeważnie o złe nawyki poszczególnych uczestników. Ale nawet gdy te próby kiedyś się kończą, doświadczenia są cenne. Część ludzi idzie jednak dalej. Nie rozpaczają nad codziennością rolnika i rękodzielnika, rozstają się z nieodpowiednimi przyjaciółmi i rozwijają własny styl życia.
Eksperymenty wypisujących się z systemu są w gruncie rzeczy autoterapią w skali społecznej. Z twarzy i zachowania tych ludzi można wyczytać, że tam, w pewnym oddaleniu od miasta, jeszcze raz przeżywają wspomnienia i duchowe zaległości z wcześniejszych żywotów ziemskich, by oczyścić swoją duszę, uleczyć swoje dawne rany i zacząć na nowo. Dopiero gdy uwzględnimy wcześniejsze inkarnacje i rozpoznamy, że nasze życie nie jest ograniczone do jednej epoki, rozpoznamy też ukryte programy, wedle których biegnie nasz plan życia.
Z pewnością nie jest „przypadkiem”, że z wielką ciągłością od tysięcy lat akurat na tym obszarze podejmuje się życiowe eksperymenty. Wciąż na nowo schodzą się ludzie, by założyć ruch, który ma nas prowadzić ku światłu. Zewnętrzne formy mogą być różne, treść pozostaje zawsze ta sama. Można by przyjąć, że bóg światła Belenus wciąż jeszcze oddziałuje na ten region.
Sądzę, że wiąże się to z wielką linią ley. Magnetyczny prąd największej europejskiej linii ley aktywuje twórczą siłę stworzenia. Wciąż na nowo wabi wrażliwych ludzi, którzy czują się przyciągani do przesłania światła.
Od kundalini jogi do instalacji piramid
Sam mieszkałem tam, w regionie, 10 lat. Na Le Braquet praktykowałem codziennie 3 godziny kundalini jogi i medytacji mantrowych, tu przeżyłem obfitość niezwykłych doświadczeń. Przepracowywałem swoją przeszłość. Byłem tam wielokrotnie: 22 000 lat temu u Cro-Magnon, u katarów w 1244, w średniowieczu około 1540 i w innych epokach.
Tajemna wewnętrzna siła skłoniła mnie wiosną 1983, by na linii ley zbudować pierwszą drewnianą piramidę o wysokości 450 cm. To był początek. Dokładnie 7 lat później zaczęły się przekazy channelingowe od Horusa. Przekazał mi plany budowy 7 piramid energetycznych. 16 lat po pierwszej drewnianej piramidzie wzniosłem wielką piramidę energetyczną jako znak wolnego ducha.
Istnieją siły, których ledwie potrafimy opisać słowami, które jednak dają nam impulsy. Tu lepsze jest osobiste odczucie. Rozumiem swoje dzieło przede wszystkim jako dzieło sztuki, które może dawać ludziom natchnienia. Każdy człowiek, który zajmie się energią mojej wielkiej instalacji piramid i linią ley, na której ona stoi, zyska własne doświadczenia. Chcę pobudzić odwiedzających do poszerzonego postrzegania. Przyszłość pokaże, co jeszcze możliwe jest z tą wielką instalacją. Tu stoją w rzędzie wszystkie 7 modeli piramid energetycznych Horusa, zasilane energią linii ley. Dajmy się zaskoczyć!
Najczęstsze pytania
Gdzie dla Instytutu Kyborg leżą korzenie europejskiej kultury duchowej?
W Langwedocji na południu Francji – z Cro-Magnon, Celtami i katarami, trubadurami i templariuszami. Kulturowo-historyczne poszukiwanie śladów D. Haralda Alkego.
Co ma z tym wspólnego instalacja piramid?
D. Harald Alke wzniósł swoją wielką instalację piramid Horusa w tym bogatym w historię regionie, na „linii ley” – jako dzieło sztuki i miejsce własnego doświadczenia.
Czy to pewna nauka historyczna?
Nie. Tekst łączy historyczne daty z osobistymi, duchowymi wykładniami (Atlantyda, linie ley, wcześniejsze żywoty). Wyraźnie subiektywny standpunkt, nie dowód naukowy.